niedziela, 26 lipca 2015

To nie jest koniec

Łyk kawy, następny papieros odpalony. Myśli do jej głowy przychodzą tak nagle. Łza za łzą spływają po jej policzku. Ona nie może znieść myśli, że tak szybko odchodzi. To "coś" wyżera ją od środka. Spogląda w niebo i widzi jak słonce chowa się za horyzont miasta. Wiatr coraz silniejszy, lecz jej to nie przeszkadza. Blond włosy ocierają się o jej bladą twarz. Traci wiarę, że wygra tą walkę. Nagle drzwi na werandę się otworzyły. Zobaczyła w niej zgrabną, wysoką postać. Chłopak oparł się o framugę, lecz jego oczy patrzyły wciąż na nią. Siedemnastolatka nie chciała, żeby widział jak płacze, więc szybko otarła krople ze swoich policzków. Nie spojrzała na niego ponownie tylko spoglądała na zielone pole przed sobą, jak wiatr niesie drobinki piasku ku górze, na ptaki które kręciły kółka na niebie.
-Twoja mama mnie wpuściła, mam nadzieje, że nie masz jej tego za złe. - Mówił cicho lecz wyraźnie, tak by Anna słyszała jego każde słowo. Zbliżył się do niej. Patrzył na nią, lecz ona nie odważyła się spojrzeć na jego twarz. Jej wzrok uciekał, przed jego bursztynowymi oczami. - Mam wrażenie, że chcesz się od de mnie oddalić. Nie pozwolę ci na to, będę mimo wszystko, tylko boli mnie to, że nie chcesz mi powiedzieć przyczyny swojego smutku.
-Adam to nie jest takie proste. Nie chce żebyś wiedział za dużo. W pewnym sensie jestem jak elektrownia atomowa, która wybuchnie, gdy pójdzie coś niezgodnie z planem. Zabije się, ale i nie tylko. Zabiję ludzi otaczających mnie, czego chce uniknąć. - Nie wiedziała jak ma się zachować. Nie chciała go ranić, nie chciała by patrzył jak stacza się co raz bardziej.Chciała wejść do mieszkania, lecz on jej nie pozwolił. Patrzyła na niego ze złością.- Nie powinieneś mnie zatrzymywać. Dla twojego dobra i mojego szczęścia dajmy sobie spokój. Najlepiej to wymazać wspomnienia byśmy mogli żyć dalej. Pamiętaj, że zawsze co się zaczyna również musi się skończyć.
-O czym ty mówisz dziewczyno? Znamy się od dziecka, zawsze i wszędzie razem, a ty mi mówisz by zapomnieć?! - Do jego oczu napływało coraz więcej łez. Co raz bardziej podnosił głos. Nie wiedział co zrobić. Ustał przed nią, po czym gestem swojej ręki uniósł jej głowę. Ich oczy spotkały się po raz pierwszy od długiego czasu. - Zrozumiem wszystko, lecz nie to, że chcesz mnie zostawić, nawet jak bym musiał zapłacić swoim życiem, zostanę przy tobie. Anna jesteś dla mnie wszystkim. To ty zawsze mnie broniłaś, to ty mnie zawsze ratowałaś gdy byłem na dnie, pozwól się mi zrewanżować. Niczego tak nie pragnę jak być przy tobie do końca.
-Nic nie rozumiesz ...- przerwał jej. Jego oczy zatraciły się w jego powiekach. Dziewczyna złapała go za rękę tak mocno, że czuła bijące jego serce z niesamowitą prędkością.
-Wiem, że jesteś chora i wiem na co. Nie zostawię cię, rozumiesz.
Dziewczyna patrzyła na niego z niedowierzaniem. W jej głowie krążyło pytanie "Skąd on wie.", lecz nie odważyła się go o to zapytać. Chciała by został. Wieczór spędzili razem, wspominając szczęśliwe chwile, które razem spędzili.
***
Co raz bardziej brakowało jej sił, czuła, że przegrywa tą walkę. Dzień i noc pod stałą obserwacją. Wiedziała, że czas się pożegnać, lecz nie wiedziała jak. Chudła w oczach, z każdym dniem mówiła co raz mniej. Jej wzrok ją zawodził. Adam przez cały czas był obok. Nie opuszczał jej, nawet gdy miała badania on stał pod gabinetem, po czym wracał z nią na sale.
-Nie przeżyje jutra, warto byłoby się pożegnać.- Po wypowiedzianych słowach, lekarz odwrócił się na pięcie i wrócił do gabinetu lekarskiego. Matka Anny oraz chłopak stali nie wzruszeni. Po kilku minutach można było usłyszeć głośny szloch na całym korytarzu szpitalnym. Chłopak objął kobietę, tak by poczuła, że jest ktoś na kogo może liczyć. Po niedługiej chwili puścili się.
-Pierwsza pójdę się pożegnać. - Powiedziała. Adam kiwną głową, patrzył na nią dopóki nie zniknęła za drzwiami. Myślał co jej powiedzieć, lecz nic nie przychodziło mu do głowy. Nerwowo krążył, jego oczy robiły się co raz bardziej czerwone. Nie mógł się pogodzić z myślą, że to już koniec. Zobaczył, że drzwi się otwierają, wiedział, że naszła jego kolej, szybkim krokiem ruszył na sale. Ona leżała bezwładnie na łóżku, podłączona do kilkunastu kabelków. Usiadł na krzesło przysuwając się by był bliżej niej.
-Wiesz, że nadal jesteś piękna. - Uśmiechnął się. Ona to odwzajemniła. - Nie rozumiem czemu Ty? Nic złego nie zrobiłaś.  Zawsze uśmiechnięta, pełna energii. Dla ciebie wyznania to były nic. Starałaś się każdemu pomóc. Pamiętam jak się poznaliśmy. Pamiętam, że siedziałaś na jednej z ławek, i trzymałaś rysownik. W pewnej chwili zniósł się wiatr i zabrał ci kartkę. Byłem szczęściarzem, że to ja ją złapałem. Tego dnia długo rozmawialiśmy. Od tamtej pory stałaś się dla mnie kimś ważnym. Podarowałaś mi ten rysunek na znak naszej znajomości. To był motyl na jednym z polnych kwiatów, które tam rosły. - Włożył swoją rękę do kieszeni od spodni. Wyjął pogiętą, już szarą kartkę. Rozwiną ją i ukazał Annie co tam było. - Spójrz mam go nadal, mimo wielu lat nadal się trzyma. Chce ci powiedzieć, że nigdy przenigdy nie poznam takiej osoby jak ty. Zawsze będziesz w mojej pamięci, w moim sercu. Kocham cię Anna, kocham cię.
-Ja ciebie też. - Nastolatkom spłynęły łzy po policzkach. On wziął jej rękę, musnął swoimi ustami. Jeszcze wymienili swój uśmiech, po czy ona zamknęła swoje powieki i już ich nie otworzyła. On wiedział, że to koniec. Zaczął szlochać, sunął się z krzesła. Krzyczał na cały szpital "Dlaczego?" Po przyjściu wolontariuszy, wybieg.
***
Siedział na ławce tak gdzie po raz pierwszy się spotkali. Ciemność zabrała mu widoczność na pryzmat miasta. Wyjął rysunek patrzył na niego. Zszedł z ławki by położyć się na trawę, teraz patrzył na gwiazdy zawieszone nad nim.
-Pamiętasz jak mi powiedziałaś, że jesteś jak elektrownia atomowa i gdy jak coś nie pójdzie z planem zabijesz nie tylko siebie ale i ludzi koło siebie. Byłem koło ciebie i nadal chce być. - Chwycił tabletki po czym je połknął. - Od teraz będziemy na zawsze razem. To nie jest koniec.
Zamknął powieki.

czwartek, 16 lipca 2015

TOLERANCJA GÓRĄ!

Co raz częściej ludzie mówią otwarcie na temat swojej orientacji seksualnej. Oznacza też to, że nasiliła się grupa osób, która jawnie mówi co o nich myśli. Owszem, wyrażanie swojego zdania, jest dobre i powinno się to robić. Co innego jeśli do tego wszystkiego dodaje się szyderstwa na temat takich osób. Pewnie każdy zdaję sobie sprawę, że ranimy swoim zachowaniem osoby, które mają inne poglądy na temat związków, lecz żadne z was nie zdaje sobie sprawy, że dotyka to nawet ich rodziny, które nie mają żadnego wpływu na ich decyzje. Często rodziny oddalają się od takiej osoby, w konsekwencji tracą z nimi kontakt na wiele lat. Przyczyna? Ludzie za bardzo interesują się cudzym życiem. Nadal uważacie się za dobrych ludzi? "Kochać" i "Być Kochanym" każdy chciałby być, wiec czemu nie pozwalamy na to innym? Postawicie się na ich miejscu. Chcielibyście się ukrywać tylko z powodu orientacji, która większości z was nie powinna interesować? My, ludzie żyjemy stereotypami, dlatego nie dopuszczamy związków tej samej płci, ale w trakcie kiedy świat się zmienia, zmieniają się ludzie. Jak dajemy radę nadążyć za światem powinniśmy też nadążyć za ludzkością, a nie skreślamy człowieka tylko z jednego powodu. Każdy człowiek jest uczony, że tolerancja to ważna cecha, ale nabyć możemy ją jedynie kiedy sami tego chcemy i widać nasze chęci. Szczytów nie osiągniemy chcąc zmienić świat, ale dążyć do zmian lekko się wspinamy widząc to nowe, piękniejsze horyzonty.